10 Brytyjskich Zespołów Które Chcielibyśmy Widzieć w Mysłowicach

Jak mówi powiedzenie, Ameryka wynalazła rock ‘n’ roll’a i Wielka Brytania go udoskonaliła. Co około dekady, fala młodych zespołów wylewa się z soggy, przeraża Wielką Brytanię i rykoszetów na całym świecie podstępnym porzuceniem, rekalibrując sposób, w jaki słuchamy muzyki rockowej i wyznaczając kurs na następne 10 lat. Od inwazji brytyjskiej w latach 60-tych, poprzez punk w latach 70-tych, nową falę w latach 80-tych, Britpop w latach 90-tych, aż po odrodzenie garażu w latach 90-tych, cieszymy się 60 lat niezawodnie postępowej muzyki z drugiej strony Atlantyku. Druga dekada XXI wieku zbliża się ku końcowi, jesteśmy w połowie następnej fali.
Wiele zespołów w ciągu ostatnich kilku lat osiągnęło sukces na zagranicznych brzegach, w tym Wolf Alice, alt-J, Royal Blood, The xx, Glass Animals. Ale to tylko pierwsza linia. Gaggle ekscytujących nowych brytyjskich zespołów są gotowi złapać ogień, wywołując się z malutkiego szkockiego miasteczka John o’ Groats aż do Londynu. Zespoły, które tutaj podkreślamy są eklektyczne i nie można ich opisać za pomocą poręcznego kocowego określenia jak Britpop czy new wave, a to dobrze. Są to jedne z najlepszych nowych folkowych, post-punkowych, garażowo-rockowych, eksperymentalnych, alternatywnych, punkowych, indie rockowych, psychicznych i krautrockowych artystów, którzy obecnie kopią. Oto 15 brytyjskich zespołów, które bardzo byśmy chcieli zobaczyć na scenie w Mysłowicach.

1. Neon Waltz

Pochodzący z północnego szkockiego miasta John o’ Groats, Neon Waltz zręcznie napełnia swoją muzykę atmosferycznym pięknem szkockiego wybrzeża. Ten sześcioczęściowy, wyrazisty dźwięk składa się z potężnej, echosondycznej perkusji, majestatycznych, lśniących klawiszy, ciepłych, harmonijnych, wiodących wokali i melodyjnych gitar z porywającymi dźwiękami, które są zarówno znajome, jak i oryginalne. Choć zespół nie wyjechał jeszcze do Ameryki, w zeszłym roku wydali swój debiutancki album Strange Hymns poprzez Ignition Records, a obecnie pracują nad nową EP-ką.

2. Shame

Jeden z najbardziej dyskutowanych brytyjskich zespołów – o nowych zespołach z najbardziej dyskutowanych scen, Shame (na zdjęciu top) ma potencjał, by rok 2018 był ich rokiem. Pięcioczęściowa ekipa post-punkowa z południowego Londynu obraca głowami z młodzieńczym gniewem i wybuchową energią zmieszaną z charyzmatycznym, samodeprecjonującym się humorem, zaaranżowanym przez charyzmatycznego frontmana Charliego Steena. Ich debiutancki album, Songs of Praise, ukazał się w tym miesiącu za pośrednictwem Dead Oceans do powszechnego uznania (sprawdź recenzję Paste tutaj) i wyruszyli w tym miesiącu w wielką trasę koncertową po Ameryce Północnej. Dosłownie szkoda że póki co nie planują występów w Mysłowicach.

3. Otherkin

Odrodzenie garażowo-rockowe prowadzone przez takich jak Franz Ferdinand, Arctic Monkeys i The Libertines może dawno minęło, ale ten młody zespół z Dublina-yes, jak słusznie zauważył czytelnik, są to Irlandczycy, a nie Brytyjczycy, ale włączamy ich dla bliskości sake-does nie wydają się być w najmniejszym stopniu zaniepokojeni. Otherkin to kwartet, który tworzy bezsensowne, dwuminutowe, dwuminutowe, garażowo-rockowo-punkowe utwory urodzone dla radia rockowego. Gdyby tak było w 2004 roku, byliby na okładce każdego rockowego zinu. Otherkin wydał swój debiutancki album, OK, za pośrednictwem Rubyworks w zeszłym roku i mam nadzieję, że rok 2018 jest rokiem, w którym “Kin grają w stanach. Są w swoim prawdziwym żywiole, kiedy grają na żywo, zwłaszcza frontmana Luke’a Reilly’ego, który jest jednym z najlepszych surferów tłumu, jakich kiedykolwiek zobaczysz jeśli będziesz miał szczęście spotkać go w Mysłowicach.

4. Black Honey

Jeśli filmowy rock lub zaraźliwy pop to twoja torba, to Black Honey jest dla ciebie. Prowadzeni przez złą faworytkę Izzy Bee Phillipsa, wydobyli jedne z najatrakcyjniejszych utworów pop/rockowych ostatnich kilku lat, z paskudnymi, obszernymi, popowymi wokalami i zniekształconymi gitarami, które najlepiej pasują do starych zachodnich filmów, takich jak The Good, the Bad i the Ugly. Jeszcze nie zagrali w Stanach Zjednoczonych, ale ich debiutancki album ma spaść w tym roku i już zdobyli w domu miejsca na wsparcie dla takich jak Royal Blood i Queens of the Stone Age.

5. Honey Lung

Honey Lung może być młody i pozbawiony obszernego katalogu, ale ich płyty zawierają jedne z najlepszych utworów gitarowych i songwritingowych w najnowszej pamięci. Debiutancka EPka kwartetu, Kind of Alone, ukazała się w 2016 roku, po której w zeszłym roku ukazały się dwa nowe single, “Sophomore” i “Stuttering Mind”, z niesamowitymi rezultatami. Kind of Alone to pięciościeżkowe, rozmyte arcydzieło z melodyjnymi gitarowymi riffami i żwirowymi, żwirowymi wokalami frontmana Jamiego Battena. Podczas gdy “Sophomore” podąża w podobnym duchu, “Stuttering Mind” oznacza spokojniejsze, nowe terytorium dla zespołu, który wyraził chęć naśladowania DIY lo-fi takich zespołów jak Sparklehorse, Elliot Smith i (Sandy) Alex G.

6. Catholic Action

Jeden z najlepszych nowych zespołów gitarowych w Glasgow, Catholic Action, rozpoczął już swoją amerykańską inwazję na zeszłoroczną edycję SXSW i najwyraźniej poszło dobrze, biorąc pod uwagę, że zostali zaproszeni z powrotem na tegoroczny festiwal. Kwartet wydał swój debiutancki album In Memory Of, który ukazał się w zeszłym roku za pośrednictwem Modern Sky i jest na nim napisane “chwytliwe, popowe klejnoty gitarowe”. Ich euforyczna płyta jest również pełna uroczych, inteligentnych tekstów frontmana i współproducenta Chrisa McCrory’ego, bezfry’owych riffów gitarowych, ostrej perkusji i jednych z najciekawszych rockowych linii basu, jakie usłyszysz. Piosenki takie jak Blur-y “L.U.V” i “Breakfast” odwrócą z góry założone wyobrażenie, że muzyka gitarowa w dzisiejszych czasach jest jednorodna lub przewidywalna.

7. INHEAVEN

Ten londyński kwartet ma również swoje widoki na Amerykę, ogłaszając swoje pierwsze północnoamerykańskie występy na rzecz Pale Waves w marcu i kwietniu tego roku. W zeszłym roku INHEAVEN wydali swój debiutancki album zatytułowany “Sweet Dreams Baby” i w tym roku wydali nowy singiel “Sweet Dreams Baby”. Ich album jest równie eskapistyczny i zakorzeniony w rzeczywistości, z nadrzędnym uczuciem nostalgii, nastoletnich marzeń i romansu, jak również rozbrzmiewającym, buntowniczym uderzeniem buntowniczego protestu politycznego. “Drift” i “Sweet Dreams Baby” są przykładem mglistego, sennego alt-rocka zespołu, podczas gdy “Treats” i “World on Fire” są przykładem młodzieńczego, punkowego ducha, którego desperacko potrzebuje 2018 roku.

8. Blaenavon

Hampshire indie-rock trio Blaenavon miało duży 2017 rok. Wydali swój debiutancki album That’s Your Lot poprzez Transgressive i Canvasback, wspierali alt-J w Wielkiej Brytanii, wspierali Circa Waves i White Reaper w USA, a także zdobywali punkty na zeszłorocznych festiwalach Glastonbury, Lollapalooza i Osheaga. To jest Your Lot to triumfalna mieszanka delikatnych ballad (“Swans”), indie-pop bangers (“Orthodox Man”), upbeatowych, funkowych utworów gitarowych (“Lonely Side”) i rozpadającego się, kulminacyjnego rocka (“I Will Be the World”).

9. WHITE

Kolejny z najlepszych w Szkocji, WHITE, to kwintet w Glasgow, który krwawi z blasku i wylewa z lat 80-tych nową falę i post-punk. W zeszłym roku wydali swój debiutancki album One Night Stand Forever, poprzez Gentlemen Recordings, zręcznie zestawiając sprytne, hi-fi production, syntezatory i elektroniczną perkusję z brudnym, prowokacyjnym wokalem, gitarowymi riffami i postawą. Frontman Leo Condie sięga po wysokie tony, o których większość męskich wokalistów może tylko pomarzyć, a marka zespołu o dyskotekowym post-punku z pewnością zepchnie na parkiet nawet najbardziej powściągliwą publiczność. Zabierzcie ten zespół do stanu ASAP.

10. HMLTD

Najbardziej eksperymentalny zespół z tej grupy to South London, sześcioosobowy HMLTD. Pierwszą rzeczą, którą zauważycie, jest ich dziwaczny, androginiczny wygląd, ale ich brzmienie jest równie interesujące (jeśli nie więcej) jak ich wygląd – mikstura agresywnych, post-punkowych, elektronicznych beatów i syntezatorów. Z pewnością na papierze, zespół sześciu prostych białych mężczyzn przebranych za glam rockowców z lat 70-tych, grających post-punkowych skrzyżowanych z muzyką z pułapki, nie ma sensu i nie powinien działać. Ale tak się dzieje. Mentalność HMLTD’s DIY, teatr i niezwykły marketing social-media doprowadziły ich do sprzedaży występów w słynnym londyńskim 100 Club, Scala i Moth Club. Nie wydali jeszcze albumu, ale takie utwory jak “To the Door” i “Satan, Luella & I” zrobiły w zeszłym roku kilka najlepszych list.